Comfort zone w microbusie

To jeszcze nie jest czas na post pod tytułem „Za co najbardziej lubię Egipt”, bo nie zebrałam jeszcze wystarczająco dużo materiału.

Uświadomiłam sobie dzisiaj natomiast, leżąc na kanapie do góry nogami (pomaga na krążenie), że właśnie kończą się wakacje. To oznacza, że lada moment ulice zapełnią się szkolnymi busami i rodzicami odwożącymi dzieciaki do szkół…

Zaraz, zaraz, ale jak to zapełnią się? Przecież są już tak pełne, że rwące potoki samochodów wylewają na pobocza, na chodniki, zatapiają drzewa,  inne samochody, wgryzają się w budynki. Kierowcy parkują w dwóch lub trzech rzędach, zostawiają skrzynie biegów na luzie, żeby w razie czego można było przepchać. No po prostu nie ma miejsca na mobilnych rodziców i kierowców autobusów. Nie ma.

Od jakiegoś tygodnia, czyli odkąd zaczęłam pracować, przyjeżdżam do pracy mikrobusem.IMG_20160824_091808 I to jest prawdziwe przeżycie, którego każdy tymczasowy mieszkaniec Egiptu, a niech tam, nawet turysta powinien spróbować. Wsiadam na placu, który nazywam Arab, ale na pewno nie tak by to zapisał mój mąż, bo na początku tego słowa kryje się dźwięk „ain”, z którym większość ludzi ma problem.( Jest to taki nosowy skrzek, który jakimś cudem stał się elementem języka, choć jest niesamowicie niewygodny. ) Przyczłapuje sobie jeszcze sennie rano, wychylam się spod zielonego dachu, który tworzą drzewa na mojej ulicy na świat. Świat jest hałaśliwy i natrętny, co zauważam już po pierwszych krokach. Muszę zamknąć komunikator i wrzucić telefon do torby, bo inaczej są duże szanse, że zginę pod kołami tuktuka albo taksówki. Dwie minuty po wyjściu z domu zaczepia mnie pierwszy taksówkarz. Zwalnia i wychyla się za okno, ale nic nie mówi. Ignoruję go, jedzie dalej. Nieopatrznie znosi mnie na środek uliczki, więc igram z losem – tuż za mną rozpędzona taksówka wcale nie zamierza zwolnić. Na szczęście słyszę zbliżający się dźwięk silnika, więc jak zając uskakuję na pobocze. Młodziak za kółkiem mówi coś do pasażera i wybuchają nieprzyjemnym śmiechem, który sprawia, że czuję się nieco wyśmiana i nieco upokorzona. No nic. Jakim cudem przeskakuję między samochodami i mikrobusami – pewnie dlatego, że dojeżdżają do mety i zwalniają. Slalom między sprzedawcą daktyli i pustymi kontenerami na śmieci (śmieci leżą obok).IMG_20160817_103403 Chudy baladi (uliczny) pies sprawnie niesie w pysku reklamówkę za ucho. Mały kot patrzy na niego z podziwem.  W międzyczasie ja zagapiona trafiam przed maskę kolejnej taksówki bez hamulców. Znów uskakuję, a kierowca podnosi tylko ręce znad kierownicy i robi grymas twarzy, którym mnie informuje, że jestem świętą krową czy co, a może po prostu chce powiedzieć „won imigrancie białasie”.  No nie polubił mnie, to na pewno. To taka cecha Egipcjan – jeżeli mogą na tobie zarobić, jesteś ich przyjacielem i obdarzają cię szerokim, często żółto-brązowym uśmiechem. Kiedy jednak nie potrzebujesz taksówki – zgiń przepadnij. Taki to już naród…

Dalej. Teraz czas na najlepsze. Chcę jechać na plac Horeya, dlatego ustawiam się przy drodze i obserwuje biało-niebieskie mikrobusiki. Za mną panowie piekarze podziwiają moją niezależność i tyłek, który wyjątkowo mam wciśnięty w leginsy. Słyszę cmokanie. Nie wróży to dobrze na dalszą trasę. Busik zwalnia. „MetroMetroMetroMetroMetroooo” śpiewnie woła kierowca. Przeciąga ostatnią sylabę i jak dla mnie brzmi jak czajnik oznajmiający, że madame, woda gotowa.  (Znacie Il pulcino pio? No to niektórzy brzmią jak te zwierzaki. Zależy od stacji docelowej.) Niektórzy kierowcy wymieniają kilka głównych stacji pośrednich. Czasem stacja docelowa jest tak oczywista, jak moje metro, ale czasem jest to po prostu jakiś jeden z setki sklepów na skrzyżowaniu albo stara knajpka, o której wiedzą lokalesi, a ty człowieku nowoprzybyły, nieopierzony za Chiny Ludowe się nie domyślisz. No, dopóki nie zaczniesz jeździć 🙂

Wskakuję do mikrobusa i pytam na wszelki wypadek „Horeja?” To tak, żeby wiedział, że jak się zagapię to ma mnie wysadzić na Horeji. Jeszcze mi się to nie zdarzyło zagapić, bo jazda busem to dużo emocji. Wciskam się gdzieś. W mikrobusie wielkości vana jest około 14 miejsc. Często wszystkie muszą się zapełnić, żeby busik ruszył. Jeśli jesteś pierwsza, to sory batory, czekasz aż się puszka zapełni, a przy okazji nagrzeje, więc pupa przylepi ci się do spodni, a te do brudnej tapicerki. Ja łapię go z drogi, więc nie czekam tylko hop i jedziemy. Trzęsie niemiłosiernie, silnik warczy i rzęzi jak płuca pana kierowcy, który odpala faję za fają. W Egipcie nikt nie tankuje paliwa 95. Ba, prawie go nie ma na stacjach. Syf jaki leją do mikrobusów przy 95 to jak herbata Minutka kontra Ahmad Tea albo papierosy Klubowe bez filtra przy LM mentolowych jasnozielonych. Auto pozostawia za sobą gęstą smugę burego dymu. Nie daj boże jak się zaciągniesz takim przez przypadek. Czarne smarki i atak kaszlu gwarantowane. Przejeżdżamy przez most. Gdzieś wyczytałam, że większość mostów w Kairze nie spełnia żadnych standardów bezpieczeństwa i jakości (Egipt i standardy ha ha) i grozi zawaleniem w każdej chwili. Nic dziwnego, że rozważam powrót na łono kościoła za każdym razem, gdy  wznosimy się w stronę Horeji. Jak mam szczęście to siedzę po lewej przy oknie. Słońce grzeje bardziej z tej strony i narażam się na przypadkowe przyklejenie do półprzezroczystej szyby, ale przynajmniej nie będą się obok mnie przepychać. Jeśli siada przy mnie facet to pal sześć. Zwykle odsuwa się delikatnie, żeby nie ocierać się sferami komfortu i jest spoko. Jak jakiś młody pachnący to jeszcze lepiej. Jak młody, ale nie pachnący to trzeba uważać i jechać z ręką wzniesioną jak packa na muchy, bo może mu się przypadkiem omsknąć ręka i trafić na ramię lub kolano. Niezbyt miłe doświadczenie. Nie polecam. Ja wtedy uderzam na oślep i robię raban. Najgorzej jednak jest, jak siądzie przy tobie babsko. Jak już pisałam tutejsze babska to prawdziwe, mięsiste, tłuściutkie matrony-ninja, które nie przycupną jak przyzwoitość nakazuje półdupkiem na siedzisku. Nie. Taka dopycha się maksymalnie, bo przecież między kobietami nie ma comfort zone. Przykleja miękkie udo ukryte pod abają do mojego uda, które wygląda nagle na sympatycznie szczuplutkie. Dyszy i ociera czoło wymiętoloną chusteczką. Na szczęście zwykle nie pachnie, chyba że jest popołudnie, a wtedy boże uchowaj przed jazdą minibusem. Żaden bris gris czy nivea nie pomogą na egipski skwar w komunikacji biało-niebieskiej.

IMG_20160830_081513
Niech Was nie zwiedzie schludna tapicerka na zdjęciu. Wyjątek potwierdza regułę 😉

W busikach oczywiście nie ma biletów. Kto siedzi z tyłu, ten podaje kasę. Wyliczasz funt dwadzieścia pięć i klepiesz sąsiada. Sąsiad dolicza swoje, wydaje resztę i podaje dalej. Najgorzej jak sobie ciebie upatrzą za kasjera, a ty nawet nie wiesz, jak powiedzieć, ze nie masz drobnych. Chaos murowany. Dzisiaj na przykład w moim busiki była mała awantura o pieniądze. Ile się namachali rękami, ile „ain” i „kh” się naużywali, to szkoda gadać. Z tego wszystkiego musiałam wyskoczyć z busika od tak, bo wcale się nie zatrzymał.

Wysiadam, kaszlę. Faceci z klasy wyższej biednej popijający mikroskopijną kawkę po turecku z brudnych filiżanek, uśmiechają się i podśmiechują widząc jak się krztuszę kairskim powietrzem. Czasem jak przesadzają to pokazuję im fucka. Nie mogę, choćbym nie wiem jak się starała, zapamiętać jak jest po arabsku „spierdalaj”. Bardzo bym chciała tego używać, choć wszyscy radzą raczej ignorować i iść swoją drogą. No ale jak mnie skręca jak piętnastolatek na rowerze z drewnianym blatem pełnym chleba na głowie gwiżdże za mną i cmoka. Albo kiedy 12 latek przykładem starszych kolegów czy krewnych zaczyna mamrotać na mój widok, próbując nadać swojemu głosikowi wyzywający ton. No zdzierżyłabym takiego po łbie i za ucho zaciągnęła do matki, tylko że taka to sobie zupełnie nic z tego przecież nie zrobi, bo ma piątkę kolejnych, z tego dwoje przy cycu i w planie jeszcze z trójkę, dzięki czemu na starość jej liczne potomstwo zrzuci się na 25 piastrów na bułkę i może nie będzie musiała żebrać.

IMG_20160831_081604
Na koniec kawałek mojej ulicy. Nawet drzewa tu rosną w chaosie, ale za to jaki ładny dach tworzą!

Idę, idę dalej do pracy. Taksówki zwalniają, nastolatkowie wołają, słońce zabija mi kolagen pod oczami. Psy się wesoło pasą na pasie zieleni. Ostatni uczciwy sprzedawca warzyw sprzedaje mi mango za normalną cenę.  Nie widziałam dzisiaj ani jednego rozjechanego kota. Żyć nie umierać.


7 thoughts on “Comfort zone w microbusie

  1. Swietny opis zycia w Kairze, dokladnie tak jest !!! Chwile mozna pomieszkac, doswiadczyc tego i owego ale za jakis czas trzeba uciekac z tego kraju trzeciego swiata.

    Polubienie

    1. Dziękuję! Wiesz… mam ostatnio wrażenie, że moje poczucie humoru tutaj transmutowało i obecnie mam wersję kpiarsko-szyderską a’la Krzysztof Varga. Pisałam o jego książkach licencjat i takie naśmiewanie się z otaczającej rzeczywistości mi weszło w krew. Ale faktycznie, bez tego to w Egipcie można się załamać 😀 Dzięki za przeczytanie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. i pomysleć, że narzekamy na naszych kierowców jak zatrąbią lub nie przepuszcza na pasach., a tu proszę nie ryzykujesz nie jedziesz, nie przejdziesz. Boże jak to dobrze że mieszkamy w bardziej cywilizowanym kraju, chociaż do Egiptu tez by się czlowiek przyzwyczaił

    Polubienie

    1. Mieszkam od roku w Egipcie i nie mogę się przyzwyczaić. Myślę, że jak ma się porównanie z lepszym, to jest bardzo trudno, a ludzie, którzy spędzili tu całe życie, aż tak nie rozumieją, dlaczego tak marudzę 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s